Pamięć ocala narody

PAMIĘĆ OCALA NARODY


    Od października r. szk. 2002/2003 do września r. szk. 2003/2004 uczniowie Publicznego Gimnazjum w Uszwi pod kierunkiem mgr Teresy Czesak realizowali projekt edukacyjny Pamięć ocala narody związany z przygotowaniem młodzieży do odsłonięcia tablicy upamiętniającej rozstrzelanie mieszkańca Uszwi Wojciecha Kotfisa i żydowskiej rodziny Goldbergerów w maju 1944 r.

    Celem projektu było:

  • poznanie historii narodu żydowskiego z uwzględnieniem stosunków polsko - żydowskich oraz zagłady Żydów podczas II wojny światowej,
  • dotarcie do faktów i dokumentów związanych z tragicznymi wydarzeniami w 1944 r. w Uszwi,
  • zainteresowanie lokalną historią,
  • kształtowanie szacunku dla narodów o innej wierze, kulturze,
  • propagowanie idei tolerancji,
  • rozbudzanie zainteresowań badawczych,
  • korzystanie z różnych źródeł informacji,
  • kształcenie nawyku uczestnictwa w życiu własnej miejscowości.

    Uczniowie podzieleni na grupy realizowali kilka zadań:

  • zdobywali i opracowywali informacje dotyczące dziejów narodu żydowskiego z uwzględnieniem losów Żydów mieszkających w Brzesku i Uszwi,
  • przeprowadzali wywiady z mieszkańcami Uszwi i rodziną W. Kotfisa na temat tragicznych wydarzeń w 1944 r.,
  • poszukiwali dokumentów związanych z W. Kotfisem w archiwach parafialnych i szkolnych,
  • nawiązali współpracę z Fundacją Judaica w celu pozyskania materiałów do badań,
  • nawiązali kontakt z Gminą Żydowską w Krakowie i Instytutem Pamięci Narodowej,
  • przeprowadzali sondaż wśród uczniów na temat tolerancji,
  • dokonywali selekcji i porządkowania zgromadzonego materiału.


 Zdobyte podczas realizacji projektu informacje zostały zebrane w pracy Bliżej Europy, bliżej tolerancji. Tym samym zakończył się pierwszy etap przedsięwzięcia. Celem drugiego etapu projektu było podjęcie działań mających na celu włączenie się w przygotowanie oprawy uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej, której patronowały władze Gminy Gnojnik.
    Młodzież nawiązała kontakt z Gminą Żydowską w Krakowie oraz Instytutem Pamięci Narodowej, przesyłając wyżej wymienionym instytucjom zgromadzony materiał badawczy. Ponadto przygotowała montaż słowno - muzyczny poświęcony pamięci ofiar II wojny światowej oraz sympozjum naukowe dotyczące problemu stosunków polsko - żydowskich w czasie II wojny światowej.
    Uroczystość odsłonięcia tablicy odbyła się 25 września 2003 r. z udziałem zaproszonych gości: przedstawicieli, Gminy Żydowskiej, IPN - u, władz Gminy Gnojnik, rodziny Wojciecha Kotfisa oraz mieszkańców wsi. Młodzież wzięła udział w uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej w lesie Grabaliny i poświęcenia grobu W. Kotfisa na cmentarzu w Uszwi oraz Mszy św. W budynku szkoły uczniowie zaprezentowali okolicznościowy program artystyczny oraz wzięli udział w sympozjum naukowym z udziałem prokuratorów IPN-u oraz historyka Jana Musiała, zajmującego się problemem stosunków polsko - żydowskich. Młodzież poznała arkana pracy Instytutu oraz uzyskała informacje na temat stanu badań sprawy rozstrzelanych w 1944 r.
    Realizację projektu wspierali mieszkańcy Uszwi oraz "Dziennik Polski", który propagował działania mające na celu dotarcie do prawdy tamtych wydarzeń. Zgromadzony przez uczniów materiał badawczy spotkał się z uznaniem pracowników IPN -u oraz rodziny W. Kotfisa. Projekt z pewnością przyczynił się do wzrostu zainteresowania lokalną historią, wpłynął na kształtowanie poczucia odpowiedzialności za losy innych ludzi, pobudził do refleksji nad dziejami dwóch narodów polskiego i żydowskiego, a może także zweryfikował przekonania. Młodzież miała niecodzienną okazję sprawdzenia się w roli badaczy przeszłości oraz doskonalenia umiejętności gromadzenia i analizy informacji, korzystając z różnych źródeł. Udział w realizacji projektu umożliwił uczniom włączenie się w działania na rzecz własnej miejscowości. Przedsięwzięcie przyczyniło się do promocji pracy szkoły nie tylko w środowisku lokalnym, ale także w Instytucie Pamięci Narodowej czy Gminie Żydowskiej w Krakowie.

 


BLIŻEJ 




EUROPY
 
 
 
 
 
 
 
BLIŻEJ
 
 

TOLERANCJI


Praca zbiorowa uczniów Publicznego Gimnazjum w Uszwi napisana
 
pod kierunkiem mgr Teresy Czesak



"Naucz nas, że pod słońcem Twoim nie masz
 
Greczyna ani Żyda..."
Julian Tuwim
 
  
 
 Niniejsza praca zawiera materiały dotyczące relacji polsko - żydowskich w Uszwi na tle historii ze szczególnym uwzględnieniem tragicznych losów rodziny Goldbergerów ukrywających się w naszej wsi podczas II wojny światowej. Chcemy ocalić od zapomnienia fakty świadczące o szlachetnych odruchach serca mieszkańców Uszwi wobec Polaków wyznania mojżeszowego, ale także przypomnieć wydarzenia naznaczone okrucieństwem.
    Musimy pamiętać o historii naszej "małej ojczyzny", o ludziach, którzy ją tworzyli, bo tylko "szanując przeszłości ołtarze" możemy budować nasze dziś i nasze jutro.
    Co wniesiemy do Europy, jeśli zatracimy własną tożsamość? Jakie będzie nasze współżycie z innymi narodami, gdy nie nauczymy się szacunku dla innego języka, religii i kultury?
    Mamy nadzieję, że zebrane przez nas informacje przyczynią się do propagowania idei tolerancji.

ŻYDZI I JUDAIZM
ŻYDZI - nazwa Izraelitów po powrocie z niewoli babilońskiej.

DZIEJE:

    Po upadku państwa babilońskiego Żydzi powrócili w 536 r. p.n.e. za pozwoleniem Cyrusa do Palestyny w liczbie ok. 40 tys. Słabe politycznie państwo zyskało na znaczeniu w czasach Nechemjasza, za staraniem którego w 444 r. p.n.e. otoczono Jerozolimę murem; potem pozostawało pod zwierzchnictwem perskim, po jego upadku pod władzą Aleksandra Wielkiego, od 301 pod zwierzchnictwem egipskim, od 174 pod syryjskim. Przeciw Syryjczykom uciskającym Judeę Żydzi podnieśli powstanie pod wodzą Judy Machabeusza. Dzięki zwycięskim walkom zdołali uzyskać niepodległość, którą uznali królowie syryjscy. Z powodu wewnętrznych waśni Rzymianie narzucili im swe zwierzchnictwo w 63 r. p.n.e. Powstanie przeciw panowaniu rzymskiemu 66 r. n.e. spowodowało wyprawę Wespazjana, którą zakończył Tytus w 70 r. zdobyciem Jerozolimy i zrównaniem jej z ziemią; od tej daty zniknęło na zawsze niezawisłe państwo żydowskie, zaś jego mieszkańcy emigrowali do wszystkich krajów imperium rzymskiego, gdzie swobodnie mogli się rozwijać. Rozpaczliwe próby odzyskania niepodległości pod wodzą Bar Kochby w 132 r. stłumił krwawo Juliusz Severus w 135 r. Przeciw Żydom wydano surowe edykty, a moc ich uchylił dopiero edykt mediolański w 313 r., który wszystkim poddanym rzymskim przynosił równouprawnienie pod względem prawnym. Uznanie chrześcijaństwa za religię panującą pogorszyło znowu położenie Żydów, których prawa coraz silniej ograniczano.

WIEKI ŚREDNIE
    W czasach rzymskich wielu Żydów przywędrowało do Hiszpanii, żyjąc tam w pełnym równouprawnieniu. Dopiero po opanowaniu Hiszpanii przez Wizygotów w 590 r. zaczęło się ich prześladowanie, które zmusiło ich do przyjęcia chrześcijaństwa, w innym wypadku zostaliby wypędzeni z ich z kraju. Opanowanie Hiszpanii przez Arabów poprawiło los Żydów, którym zwycięscy przyznali wolność wiary, a nawet własne sądownictwo. Dopiero od 1391 r. zaczynają się nowe prześladowania, od 1480 r. inkwizycja systematycznie tępi wyznawców judaizmu. Po upadku Grenady Ferdynand V pod wpływem wielkiego inkwizytora Torguemady wydał w 1492 r. edykt wypędzający Żydów z Hiszpanii; wywędrowało ich wówczas ok. 300 tys. do Maroka, Berberji, Włoch, Turcji i Portugalii. We Włoszech od czasów frankońskich żyli we względnie pomyślnych warunkach. Dopiero od XIII w. zmuszono ich do noszenia specjalnego stroju, a od XV w. ograniczono miejsce zamieszkania do getta; z Sycylii wypędzono ich w 1493 r. We Francji osiedlili się już w czasach Cezara. Dopiero po 843 r., a następnie w czasie wypraw krzyżowych zaczęły się prześladowania. Najsilniejsza fala we Francji przypadła na początek XIV w., gdy w 1306 r. wypędzono z niej przeszło 100 tys. Żydów. Podobne wypędzenie miało miejsce za Karola VI w 1394 r. Wygnani Żydzi schronili się do Niemiec, Włoch, a przede wszystkim do Polski. Podobnie jak we Francji przedstawiał się los Żydów w Anglii. W dniu koronacji Ryszarda Lwie Serce wielu wymordowano, grabiąc ich dobytek. Ostateczny cios Żydom zadał Edward I wypędzając ich w 1290 r. W Niemczech osiedlili się już w IV w. Zupełnie wolni trudnili się handlem, posiadali własne sądownictwo. Krwawe prześladowania w czasie wypraw krzyżowych spowodowały odpływ Żydów do Polski. Henryk IV wziął ich w opiekę, następni władcy oddali ich pod własne sądownictwo, nakładając za opiekę daniny. Żydzi wyłączeni z cechów trudnili się dobrym handlem i lichwą. W II poł. XIV w. wzrosły w Niemczech nastroje antyżydowskie. Na ziemiach moskiewskich osiedlili się Żydzi od X w. Po upadku państwa Chazarów w XV w. zostali wypędzeni. Ten sam los spotkał ich na Węgrzech w 1526 r.

CZASY NOWOŻYTNE

    We Włoszech inkwizycja poleciła spalić pisma żydowskie, Żydów zaś ograniczyła do mieszkania w gettach. Dopiero w zjednoczonym państwie włoskim uzyskali równouprawnienie. W Szwajcarii Żydzi zostali w XVII w. wypędzeni i dziś stanowią znikomy odsetek ludności. W Rosji po kilkakrotnych edyktach skazujących Żydów na wygnanie, to znowu zezwalających na ich powrót, pozwolono im w latach 1805-1809 na zamieszkanie w ziemiach rosyjskich, a nawet na zorganizowanie własnego szkolnictwa. Niemniej jednak wybuchały tu pogromy żydowskie, które spowodowały masowy odpływ Żydów do Palestyny, Anglii, Ameryki, Australii. W Anglii w czasach Cromwella zezwolono w 1655 r. na ich powrót, dziś cieszą się oni równouprawnieniem. W Niemczech w czasach nowożytnych powtarzały się częste prześladowania Żydów. Dopiero pod koniec XVIII w. dzięki Mojżeszowi Mendelssohnowi poprawił się ich los. Na początku XIX w. wszystkie niemal kraje zrównały Żydów pod względem prawnym. We Francji wielka rewolucja ogłosiła w 1791 r. równouprawnienie, Napoleon I nadał im samorząd. Za przykładem Francji, poszły: Holandia, Belgia i Dania. Dziś wszystkie cywilizowane państwa przyznały Żydom równouprawnienie.

JUDAIZM  - tym słowem powszechnie nazywa się religię wyznawaną przez Żydów, choć oprócz tego określenia funkcjonuje też inne - mozaizm, czyli religia mojżeszowa. Pierwsza z nazw odwołuje się do narodu Judy (Żydów), który ją wyznaje, druga przypomina o postaci największego proroka, Mojżesza, który na górze Synaj od samego Boga otrzymał tekst Tory. Tora (hebr. nauka, prawo) jest jednym z najważniejszych pojęć judaizmu. Odnosi się zarówno do Pięcioksięgu Mojżesza, jak i w znaczeniu szerszym do całej tradycji żydowskiej, gdyż tradycja, religia, obyczaje i rytuały żydowskie wywodzą się wprost z niej. Jest symbolem ścisłej więzi człowieka z Bogiem, poddania się prawom zawartym w tej księdze. Tekst Tory Żydzi otaczają największą czcią, wypływającą z przekonania, że jest to bezpośredni dar od Najwyższego i przekazanie życia według nadanych praw i nakazów. Jej hebrajska nazwa "Chumasz" wywodzi się od słowa "pięć", gdyż Tora składa się z pięciu głównych części, które w tradycji żydowskiej zostały zatytułowane od pierwszych słów rozpoczynających daną księgę (w nawiasach podano nazwy łacińskie):
  1. Bereszit - Księga Rodzaju (Genezis),
  2. Szamot - Księga Wyjścia (Exodus),
  3. Waiikra - Księga Prawa (Leviticus),
  4. Bamidbar - Księga Liczb (numeri),
  5. Dewarim - Księga Powtórzonego Prawa (Deuteronomium)
    Pięcioksiąg jest pierwszą i podstawową częścią Starego Testamentu, w którego skład wchodzą jeszcze księgi prorockie i pisma - razem 24 księgi kanoniczne Biblii Starego Testamentu. Po zburzeniu świątyni w Jerozolimie najistotniejszym problemem stało się zachowanie tożsamości i świadomości narodowej. Do tej pory centrum kultu znajdowało się w Świątyni Jerozolimskiej, w której składano ofiary Bogu. Tam też żyli i działali kapłani. Gdy pozbawiono Żydów tego symbolu jedności, należało stworzyć zasady i normy religijne oraz etyczne, pozwalające zachować to, co dla każdego narodu najcenniejsze - tradycję i pamięć o własnej odrębności. Podjął się tego rabin Jocchanan ben Zakkaj, którego jak mówi legenda wywieziono z płonącej Jerozolimy na wozie pełnym zwłok. Tak ocalony, zgromadził wokół siebie uczniów i otworzył w mieście Jawneh szkołę rabinacką, w której zaczęto spisywać starą, liczącą kilkaset lat ustną tradycję, dotyczącą prawa, obyczajów, nakazów i zakazów zawartych w Torze. Tak powstała Moszna, która razem z dalszymi komentarzami, czyli Gemarą złożyła się na Talmud - potężny zbiór 63 ksiąg, usystematyzowanych w 6 podstawowych działów. Praca nad nimi trwała kilkaset lat. Ponieważ Talmud był tworzony równolegle w Palestynie i Babilonii, powstawały dwa odrębne dzieła - Talmud Babiloński, ukończony w VI w n.e., i Jerozolimski z V w n.e. Talmud poprzez komentarze do Tory stanowi zbiór norm szczegółowo regulujących życie wyznawców judaizmu. Poszczególne części dotyczą zasad utrzymania rytualnej czystości, zasad żywienia (koszer), obrzędów przypisanych każdemu świętu, zasad współżycia z innym ludźmi, a także przestępstw i wykroczeń przeciwko prawu oraz kar, jakie należy wymierzać.
    Judaizm jest pierwszą religią monoteistyczną uznającą jedynego, ponadczasowego, wszechmocnego Boga. Według Biblii każdy człowiek ma dar odróżniania dobra od zła. W razie jakichkolwiek wątpliwości powinno się szukać rozwiązania w Talmudzie lub próbować rozstrzygnąć je, prosząc o pomoc rabina. Istotną cechą judaizmu jest brak hierarchii i centrum religijnego, którą to rolę w chrześcijaństwie pełni Watykan z papieżem i hierarchią kościelną. Wyznawcy mozaizmu gromadzą się w gminach (hebr. Kehila) mających pełną autonomię i samodzielność organizacyjną. Na jej czele stoją rabin oraz kantor, do którego obowiązków należy i intonowanie pieśni i odmawianie modłów w synagodze. Gmina musi zapewnić wiernym możliwość życia zgodnego z nakazami religijnymi, dlatego też w każdej gminie znajduje się rytualna łaźnia, czyli mykwa. Bardzo ważną instytucją jest też rytualna rzeźnia. Najważniejszym budynkiem w gminie jest synagoga, czyli Bejt ha - Knesset, Dom Zgromadzenia. Pełni ona zarówno rolę domu modlitwy, jak też szkoły i miejsca spotkań przy omawianiu najważniejszych spraw dotyczących gminy.
    Od czterech tysiącleci judaizm zachował swoje podstawowe założenia. W dalszym ciągu pozostaje narodową religią Żydów. Religia ta nigdy nie prowadziła działalności misyjnej i nigdy nie dążyła do zdobycia wyznawców winnych grupach etnicznych.

JUDAIZM - CHRZEŚCIJAńSTWO 
BóG Jahwe Jeden Bóg w Trzech Osobach
ZAłOŻYCIEL Mojżesz Jezus Chrystus
ŚWIĘTE KSIĘGI 1.Stary Testament
2.Talmud.
1.Biblia:
 - Stary Testament
 - Nowy Testament
DOM MODLITWY synagoga kościół
DZIEń ŚWIĘTY szabat (sobota) niedziela
CECHY CHARAKT. Oczekiwanie na przyjście Mesjasza Oczekiwanie na powtórne przyjście Jezusa
ŻYDZI W POLSCE

ŚREDNIOWIECZE

    Według źródeł historycznych pierwszymi Żydami, jacy pojawili się na ziemiach polskich, byli kupcy przybywający tu już w X w. W okresie XI - XVII w. do Polski napływała ludność uchodząca przed prześladowaniami z Zachodu, tworząc największe skupisko Żydów w Europie - pod koniec XV w. było ich 30 tysięcy . Ich prawa i obowiązki określały wydawane przez rządzących przywileje, wśród których najważniejszy był statut Bolesława Pobożnego (1264 r.), potwierdzony przez Kazimierza III Wielkiego i kolejnych władców. Dzięki nim Żydzi uzyskali pozycję jakby odrębnego stanu. Oprócz bezpieczeństwa i wolności religijnych zapewniono im swobodę uprawiania handlu i działalności finansowo-gospodarczej, a także samorządność. Podstawę tej ostatniej tworzył kahał, czyli gmina wyznaniowa, autonomiczna w sprawach kultu i szkolnictwa, w pewnym zakresie także sądownictwa. W przeciwieństwie do innych państw nie słyszymy w Polsce o poważniejszych rozruchach antyżydowskich. Największym okrucieństwem w stosunku do nich wyróżnił się Bohdan Chmielnicki, przywódca powstania kozackiego z lat 1648-57, który kazał mordować tysiące Żydów na zajętych przez siebie terenach.

XVI - XVIII w.

    Wzrost liczby ludności żydowskiej zmusiła władców polskich do regulacji jej statusu prawnego. Stało się to za sprawą kolejnych przywilejów królewskich, ograniczeń państwowo - religijnych, uchwalonych przez sejmy Rzeczpospolitej i synody kościelne. Na ich mocy powstały w ramach miast dzielnice żydowskie posiadające władzę. W celu usprawnienia podatków od Żydów król Stefan Batory utworzył w roku 1580 tzw. Sejm Czterech Ziem. Spełniał on nie tylko funkcje fiskalne, ale także sądownicze ustawodawcze i opiniotwórcze. Po koniec XVI w. na fali kontrreformacji doszło nie tylko do prześladowań protestantów, ale również do antyjudaistycznych zachowań. Żydzi stanowili łatwy cel tych ataków z powodu dużej konkurencyjności gospodarczej, odmiennego sposobu ubierania się, języka i religii. Oskarżano Żydów o profanację historii, rzekome mordy rytualne i czary. Kończyło się to na ogół procesami połączonymi z torturowaniem i śmiercią obwinionych. Władze miejskie z poparciem duchowieństwa, narzucały Żydom liczne ograniczenia gospodarcze i nadzwyczajne podatki. Zdarzyło się, że mieszczanie i studenci napadali na Żydów, grabiąc i niszcząc ich dorobek. Wydawano również liczne broszury i książki antyżydowskie.
    Upadek miast w XVII w. pogorszył sytuację ludności żydowskiej, pewna jej część przeniosła się na Ukrainę. Obejmowali tam m.in. arendy i uprawiali lichwę, co wzbudziło wkrótce niechęć miejscowej ludności. Sejm Czteroletni (1788-1792) pracował nad ustawami dotyczącymi położenia Żydów, w 1792 r. zapewniono im nietykalność osobistą. U schyłku XVIII w. 2/3 polskich Żydów żyło w miastach 1/3 uprawiała handel a 1/3 rzemiosło, mniej niż 1/6 żyła z szynkarstwa i arend.

OKRES MIEDZYWOJENNY

    Podczas pierwszej wojny światowej Żydzi w Polsce ucierpieli znacznie ze strony rosyjskiej administracji, podejrzewającej ich o współpracę z niemieckim wrogiem. W wyniku wkroczenia niemieckich wojsk w 1916 r. rząd zniósł strefy osiedlenia. Wielu Żydów deportowano w głąb Rosji. Stosunki polsko - żydowskie pogorszyły się w znaczny sposób. W chaosie związanym z tworzeniem narodowego państwa po listopadzie 1918 r. znajdowały także ujście nagromadzone napięcia. Polscy kupcy i grupy studenckie piętnowały Żydów jako zwolenników Niemiec, socjaldemokratów czy bolszewików. Także w Polsce opublikowano w 1920 r. "Protokoły Mędrców Syjonu", które miały udowodnić istnienie rzekomego planu żydowskiego panowania nad światem. Ataki eskalowały bardzo szybko w stronę przemocy, zabójstw, egzekucji i pogromów. Miało w tym udział także polskie wojsko, zwłaszcza oddziały generała Józefa Hallera, który zdobył sobie wielką popularność w trakcie walk o odzyskanie niepodległości. Wielu Polaków potępiało te ekscesy, zajmując także publicznie stanowisko. Jednak w owym czasie, kiedy Polacy musieli walczyć o swą niepodległość i o granice, trudno było większości z nich zrozumieć i zaakceptować fakt, że Żydzi uświadomili sobie tymczasem swoją tożsamość narodową. Niezadowolenie z niedostatku, biedy i drożyzny kierowało się w owych latach niepokoju przeciw Żydom, których stereotypowo widziano jako chomikujących dobra lichwiarzy, deprawatów ludu lub których postrzegano jako politycznych wrogów, zwalczających nowy porządek. Galicyjscy chłopi zwracali się przeciwko Żydom i polskim właścicielom ziemskim, żądając radykalnej reformy rolnej. Był to niejako tradycyjny układ "podmalowany" teraz "nowoczesnym" argumentem, mówiącym o "bolszewickim spisku". Istniała jednak także dyskryminacja Żydów nie uciekająca się do przemocy. Jej przejawy można było znaleźć przy obsadzie publicznych stanowisk, w szkolnictwie, aż po próby procentowego ograniczenia dostępu do szkół wyższych. Zakaz pracy w niedzielę obniżał konkurencyjność Żydów, którzy tym samym musieli przerywać pracę na dwa dni. Wyrażała się tu również kościelna wrogość wobec Żydów. Na rzecz przyznawania w Polsce praw Żydom zaangażowały się, w ramach pokojowych rokowań w Wersalu, Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone. Wystąpienie narodowego demokraty Romana Dmowskiego, który chciał te prawa ograniczyć, a także antyżydowskie ekscesy, pozostawiły po sobie trwałe wrażenie. 28 czerwca 1919 r. Polska podpisała traktat, obejmujący m.in. ochronę ludności żydowskiej. Fakt ten nie przysporzył Żydom sympatii w kraju, wręcz odwrotnie, ściągnął nową falę antyżydowskich nastrojów. Wzmagał się istniejący zawsze ukryty antysemityzm ze strony politycznej prawicy. Szczególnie wybijali się tu narodowi demokraci, a zwłaszcza Dmowski i gen. Haller. W nowej Rzeczypospolitej także Żydzi zaczęli organizować się w partie polityczne o różnych odcieniach. Organizacją, która pośród wszystkich żydowskich partii szczególnie zdecydowanie popierała zasadę "do - ikejt" ("tutejszość") była żydowska Partia Ludowa, którą utworzono w 1916 r. specjalnie na Polskę, obok odpowiedniej organizacji rosyjskiej. Uznawanym autorytetem duchowym był Szymon Dubnow. Polsko - żydowskie sprzeczności, z antysemityzmem jako narzędziem objawiły się szczególnie wyraźnie podczas wyborów 1922 r. i wydarzeń będących ich wynikiem. Mimo to w następnych latach fala jawnego antysemityzmu opadła.
     W Rzeczypospolitej Polskiej żyło mniej więcej trzy miliony Żydów, co oznaczało około 10 % ogólnej ludności. W wielkich miastach stanowili oni jedna trzecią mieszkańców, zaś w wielu miejscowościach na wschodzie Polski - większość. Najwięcej Żydów pracowało w przemyśle i rzemiośle (42 %), podobnie jak w handlu (37 %). 5 % pracowało w transporcie i łączności, po 6 % w wolnych zawodach, w administracji lub jako służba, a 4 % w rolnictwie. Kultura żydowska przeżywała swój rozkwit, w zwłaszcza język jidysz, co znalazło odbicie w licznych dziełach literackich, inscenizacjach teatralnych i w żydowskiej prasie. W roku akademickim 1921/1922 Żydzi stanowili około 25 % studentów, natomiast w roku akademickim 1938/1939 już tylko 8 %. W 1937 r. rząd zezwolił na tzw. "polonizację gospodarki", realizowaną środkami bojkotu ze strony oficjalnych instytucji i Kościoła katolickiego. Już w 1936 r. zawężono możliwość przeprowadzenia rytualnego uboju przez Żydów, muzułmanów i Karaimów do określonych terenów. W latach 1932 - 1939 ponownie wielu Żydów wzięło udział w akcji Piątej Alii. Jednak w 1936 r. mandatowe władze brytyjskie zamknęły granice i do Palestyny można było się dostać prawie wyłącznie nielegalnie. Niedługo potem, gdy 1 września 1939 r. niemieckie oddziały napadły na Polskę, Żydzi stanęli do obrony w jednym szeregu z pozostałą ludnością Polski. "Żydów warszawskich ogarnął entuzjazm, żywo przypominający rok 1861, erę zbratania", pisał żydowski historyk Emanuel Ringelblum. Obok licznych datków, udziału w organizowaniu obrony cywilnej i pomocy dla rannych, Żydzi uczestniczyli także w pracach przy budowaniu umocnień, nawet w szabas.
    Po zwycięstwie niemieckiego Wermachtu wielu Żydów - podobnie jak i innych obywateli - zbiegło do Związku Sowieckiego. Czekał ich tam niepewny los. Chociaż część z nich udała się dalej do Palestyny, to wielu z tych, którzy pozostali w ZSRR, padło ofiarą stalinowskiego terroru, wywózek i pracy w straszliwych warunkach.

II WOJNA ŚWIATOWA

    Nie od początku było jasne, co należy rozumieć pod pojęciem "zagłady" Żydów. Już w 1919 roku Hitler mówił o "wydaleniu Żydów z naszego narodu" , a w 1924 roku w "Mein Kampf" o zagazowaniu, a ponadto o wytępieniu "pasożytów" i "robactwa". Podobnie formułował to naczelny ideolog Rosenberg, który postrzegał Żydów jako wampiry, trucicieli krwi i politycznych spiskowców-naturalnie bolszewickich. Uważał więc, że należałoby ich wyniszczyć.
    Po dojściu nazistów do władzy zaczęto niemieckich Żydów pozbawiać krok po kroku ich praw.
    Od przełomu lat 1938/39 odpowiedzialną za politykę wobec Żydów była z polecenia Goringa SS, która próbowała rozwiązać problem dzięki dokonaniu jasnej "rasowej" separacji przez deportację. Gdy dyskryminacja przybrała na sile, emigrować zaczęli przede wszystkim ludzie dysponujący kapitałem. Pod koniec lat trzydziestych drogę tę obierało przeciętnie dwadzieścia trzy tysiące osób rocznie. W Polsce w tym samym okresie liczba ta wynosiła już sto tysięcy. Zresztą wyniki międzynarodowych konferencji na temat uchodźstwa i niechętne poparcie dla żydowskiej emigracji ze strony krajów zachodnich nie ułatwiały decyzji o wyjeździe.
     Gdy Żydzi utracili już swoje prawa i w zasadzie także oddali majątek-około siedemdziesięciu procent czynnych zawodowo nie mogło już wykonywać swojej profesji-SS uznała, że nadszedł czas na deportację. Do końca października 1941 roku udało się nakłonić do emigracji jedną trzecią żydowskiej ludności.
    Po zdobyciu Polski w 1939 roku polityka wywierania nacisku w celu zmuszenia do emigracji stawała się coraz trudniejsza. Nie sposób było ulokować prawie trzech milionów polskich Żydów za granicą, zwłaszcza, że tam także ich nie chciano. Utworzone do tego celu specjalne oddziały SS od początku obchodziły się z nimi bezwzględnie. W ten sposób "trenowano" ich eksterminację. Pojawiły się przy tym plany umieszczenia wszystkich Żydów, których można było pojmać, w rezerwacie na południe od Lublina. Pierwsze deportacje rozpoczęły się na początku 1940 roku. Jednak instancje partyjne uniemożliwiły to przedsięwzięcie, nie chciano żadnych Żydów w obrębie niemieckiego "lebensraumu".
    Postanowiono stworzyć żydowskie państwo na Madagaskarze, w miarę możliwości pod niemieckim zwierzchnictwem. Himmler preferował ten plan, postrzegał bowiem (jeszcze wówczas) masowe mordowanie Żydów za "niegermańskie", Hitler natomiast sondował sprawę u Musoliniego. Jednak przebieg działań wojennych pokrzyżował te plany.
    Latem 1941 roku narodziła się decyzja o systematycznej, masowej eksterminacji, którą Hitler-wypowiadając jednocześnie wojnę Stanom Zjednoczonym-podniósł w grudniu tego samego roku do rangi decyzji konstytucyjnej. "Konferencja w Wannsee", która odbyła się 20 stycznia 1942 roku, obradowała nad sposobami organizacji zagłady, która miała być prowadzona na całym terenie sprawowania władzy przez nazistowski reżim. Od wiosny 1942 roku czynne były komory gazowe w Auschwitz, do którego dołączyły licznie kolejne obozy zagłady. Prawie sześć milionów Żydów padło ofiarą "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej".
    Nie sposób opisać życia Żydów pod okupacją niemiecką, w gettach i obozach. Zmuszano ich do utworzenia rad żydowskich, które zajmowały się organizowaniem administracji, aż po kompletowanie transportów do komór gazowych. Niektóre z nich próbowały ratować życie mieszkańców getta, starając się przekonywać nazistów o tym, że wykonywane przez nich wykwalifikowane prace są niezbędne.
    Na początku 1942 roku w warszawskim getcie mieszkało jeszcze około czterystu tysięcy Żydów. Spośród zdolnych do pracy, czterdzieści siedem procent było zatrudnionych w rzemiośle, dwadzieścia cztery procent w handlu, pięć procent w przemyśle i dwadzieścia cztery procent w pozostałych gałęziach gospodarki. Z powodu panującego głodu umieralność od 1941 roku wzrastała bardzo szybko.
    Część Żydów próbowała stawiać zbrojny opór. W gettach wybuchały powstania: w Warszawie-od kwietnia do maja 1943 roku, we Lwowie-w czerwcu 1943 roku, w Białymstoku-w sierpniu, w Wilnie-we wrześniu 1943 roku. Wszystkie krwawo stłumiano. Tylko nielicznym powstańcom udało się ujść z życiem.
    Od dawna już obiegowy stereotyp przedstawiał Żydów, zwłaszcza ze Wschodu jako służalców i tchórzy. Ich historia dowodzi, że w określonych sytuacjach potrafią walczyć i stawiać opór. Jednak zbrojny czyn nie był uważany za cnotę. Z reguły odpowiedzią na przemoc była cierpliwość. Kryło się za tym zaufanie do woli Boga i wiara w przyszłe zbawienie, a więc inny rodzaj świadomości-uznający wyższe wartości niż waleczność, jak chociażby uczoność-a także zrozumienie bezsensu przemocy. Przemoc zawsze rodzi przemoc. Te doświadczenia determinowały także zachowanie się w czasach nazistowskich. Rozmiar mających dopiero nastąpić akcji eksterminacyjnych był niewyobrażalny. Nie sposób było zorganizować jakikolwiek opór.
    Z pewnością w gettach i obozach zagłady dochodziło do prób zapewnienia sobie mniejszych lub większych korzyści, czy wręcz ratowania swojego życia kosztem innych. Któż dzisiaj może wydawać o tym osądy. Jednak w postawie chasyda, który szedł na śmierć z modlitwą "Szma Israel" ("Słuchaj Izraelu") i wyznaniem wiary w jedynego Boga na ustach, kobiety, która, nie chciała zostawić męża samego w jego ostatniej drodze, nauczyciela i wychowawczyni, którzy towarzyszyli dzieciom idąc z nimi do komór gazowych i pocieszali je, człowieka, który niemal oszalał ze strachu, pozwolił bezgranicznie się upokarzać i kopał swój własny grób, chociaż dobrze wiedział, co go czeka, jest tyle samo godności, co w walce przeciw mordercom.
    Tragiczne doświadczenia narodu żydowskiego w okresie II wojny światowej stały się także udziałem uszewskich Żydów. Do połowy 1941r. wszyscy Żydzi powiatu brzeskiego znaleźli się w gettach. Rodziny żydowskie opuszczały Uszew, nie zdając sobie sprawy z tego, że przejdą piekło obozów, komór gazowych, poniżenia. Mieszkańcy Uszwi wiedzieli o zakazie udzielania jakiejkolwiek pomocy Żydom pod karą śmierci. Takie były założenia władzy niemieckiej. Rzeczywistość jednak potwierdziła, że człowiek ratując drugiego człowieka może wznieść się ponad zakazy i ponad strach o własne życie.
    Czy Polacy mogli bardziej pomagać Żydom w czasie II wojny światowej? Sprawa ta jest przedmiotem zażartych dyskusji tak samo w Polsce, jak i pomiędzy samymi Żydami. Panuje zgoda co do tego, że polskie organizacje pomagające Żydom były w Europie czymś wyjątkowym, że istniało wiele akcji indywidualnej pomocy. W żadnym innym kraju nie ma tak wysokiego udokumentowania odsetka osób, które pomagały Żydom. Dowodzi tego dobitnie lista uhonorowanych przez instytut pamięci narodowej Yad Vashem w Jerozolimie. Mimo to niektórzy reprezentują pogląd, że taka postawa była wyjątkiem. Skłonności antysemickie zawsze miały odgrywać decydującą rolę, a stosunki polsko-żydowskie nadal cechował dystans. Także w podziemiu i zbrojnym ruchu oporu niewiele było kontaktów. W każdym razie trzeba uwzględnić, że liczne próby niesienia pomocy albo pozostały nieznane albo nie przyniosły skutku i że wielu ludzi, ze strachu przed nazistowskimi represjami, nie odważyło się swojej gotowości do udzielenia pomocy przeobrazić w czyn. Kto w jakikolwiek sposób pomagał Żydom, musiał się liczyć z karą śmierci. Prawie każda polska rodzina drżała o kogoś przebywającego w obozie koncentracyjnym, więzieniu czy na przymusowych robotach. Ciągłe łapanki, publiczne egzekucje czy palenie całych wsi nie pozostawały bez skutku.
    Trwająca od ponad tysiąca lat historia polskich Żydów jest częścią dziejów Polskich i tym samym skłania do refleksji. Kulturowo różne narodowości: polska i żydowska - mogą się wzajemnie dopełniać i wzbogacać. W tym kierunku zmierza działalność wielu instytucji w Polsce. W Krakowie (Katedra Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego) i w Warszawie (Żydowski Instytut Historyczny, Centrum Badania i Nauczania Dziejów i Kultury Żydów w Polsce Uniwersytetu Warszawskiego) funkcjonują ośrodki naukowe, zajmujące się badaniem historii i kultury Żydów. Od 1988 r. w Krakowie są organizowane Festiwale Kultury Żydowskiej, które na krakowski Kazimierz - dawną dzielnicę żydowską, przyciągają tysiące ludzi. W połowie lat 80 -tych rozpoczęto szeroko zakrojone prace konserwatorskie, mające na celu ratowanie zabytków żydowskich, wspomagane przez wiele międzynarodowych fundacji. Zapoczątkowano także program wymiany młodzieży z Polski i Izraela. Inicjatywa ta oznacza z pewnością nowy etap w stosunkach polsko - żydowskich.

ŻYDZI BRZESCY

     Żydzi mieszkali w Brzesku na pewno w XVIII w. Gmina żydowska liczyła wtedy około 200 osób. W okresie późniejszym liczba ta znacznie wzrosła. W XIX w. większość społeczności żydowskiej Brzeska zajmowała się kupiectwem. W 1867 r. prawie cały handel znajdował się w rękach Żydów. Uprawiali też inne zawody jak: krawiectwo, szewstwo i piekarstwo. Byli właścicielami kamienic i szynkarzami. Gmina brzeska posiadała w XIX w. kasę chorych, szpital dla ubogich, łaźnię, szkołę religijną oraz 2 synagogi. Żydzi w tym okresie mieli duży wpływ na życie miasta, gdyż w radzie Brzeska zasiadali w większości radni żydowscy, piastowali również stanowiska wiceburmistrzów.
    Podczas I wojny światowej do miasta wtargnęli Moskale, którzy pustoszyli sklepy żydowskie. Miały także miejsce pożary domów izraelskich. W lutym 1918 r. miały miejsce manifestacje antyżydowskie, podczas których rabowano sklepy Żydów. Czynili to przede wszystkim mieszkańcy pobliskich Jadownik. Spalili oni nawet 4 domy żydowskie. W zamieszkach zginęło kilku Żydów, a wielu zostało rannych. Czas I wojny światowej był trudnym dla ludności żydowskiej z powodów ekonomicznych, a poprawa sytuacji nie nastąpiła w okresie międzywojennym. Pogorszyła się ona w latach trzydziestych wskutek propagandy antyżydowskiej oraz bojkotu handlu i rzemiosła żydowskiego. Tak jak w I wojnie światowej Jadowniki okazały się najsilniejszym ośrodkiem antyżydowskim. Z objawami niechęci spotkali się brzescy Żydzi w roku 1930, którzy nie zostali zaproszeni na duszpasterską wizytę biskupa. To przyczyniło się do pogorszenia stosunków między Żydami a katolikami. W końcu XIX w. założono w Brzesku szkołę dla dzieci żydowskich. Szkoła ta posiadała trzy klasy, w których uczyło się 103 dzieci.
    Oprócz wydarzeń istotnych dla całej społeczności żydowskiej bardzo ważne były również te, które zachodziły w życiu pojedynczych rodzin, jak np. przyjście na świat dziecka szczególnie chłopca. Pobyt Żydów w Brzesku przerwała, podobnie jak w innych miastach Polski II wojna światowa. Gdy Niemcy zajęli miasto, zaczęli zmuszać Żydów do przymusowych robót. Wiosną 1941 r. Niemcy utworzyli w Brzesku getto, w którym zgromadzono ok. 6-7 tys. Żydów z Brzeska i okolicznych wsi. Okres istnienia getta był czasem rabunku i mordowania. Po dokonywanych egzekucjach Niemcy żądali od Żydów zapłaty za zużyte naboje, a rodziny zamordowanych zmuszano do podpisywania dokumentów stwierdzających naturalną śmierć ofiar. Był to także czas nakładanych na Żydów kontrybucji, czas głodu i epidemii, które panoszyły się w getcie. Likwidacja getta nastąpiła w połowie września 1942 r., wtedy to zdecydowaną większość Żydów załadowano do wagonów i przewieziono do obozów zagłady w Oświęcimiu, Bełżcu i Majdanku. Niemcy bardzo brutalnie postępowali wobec Żydów, bili ich, popychali, kopali, słabych zabijali. Na terenie getta pozostawili tylko ok. 70 osób, nakazując im uporządkowanie rzeczy pozostawionych przez jego mieszkańców i przygotowanie tych dóbr do wysyłki do Niemiec. Po wypełnieniu tego zadania ludzie ci zostali wywiezieni do getta w Bochni lub w Tarnowie. Wojnę przeżyło ok. 200 Żydów brzeskich.
    Na ulicy Czarnowiejskiej w Brzesku w sąsiedztwie cmentarza wojskowego z czasów I wojny światowej położony jest cmentarz żydowski, dziś opuszczony, odwiedzany niekiedy przez Żydów mieszkających za granicą. Jest przecież najważniejszą pamiątką po znacznej części mieszkańców przedwojennego Brzeska. Najważniejszą choć nie jedną, bowiem w mieście pozostało jeszcze kilka innych miejsc przypominających minioną obecność ludności żydowskiej. Do obiektów tych zalicza się m.in. synagogę zamienioną na Bibliotekę Miejską oraz dawna mykwę, która po wojnie stała się siedzibą Dziewiarskiej Spółdzielni Inwalidów "Robotnik". Cmentarz jest niebagatelnym źródłem wiedzy o żydowskich mieszkańcach miasta.

ŻYDZI W USZWI

    W pejzaż Uszwi i całej gminy zbiorowej na trwałe wpisała się obecność Żydów. W XIX i w pierwszej połowie XX wieku ludność pochodzenia żydowskiego zajmowała się tu głównie działalnością handlową, chociaż niektórzy z nich wykonywali również różne usługi rzemieślnicze, a także posiadali i uprawiali w niewielkiej ilości ziemię i hodowali bydło. Praktycznie każda rodzina znana tu była z przezwiska, co w Uszwi było na porządku dziennym. Nie ma dziś wśród najstarszych mieszkańców Uszwi osoby, która by znała choć jednego Żyda we wsi z nazwiska i imienia. Pytani o Żydów Uszwianie podają przezwiska: "Szimek", "Cielicka", "Drożdżos", "Mosiek".
    Najbardziej znana we wsi była rodzina Fischerów (Szymon, Chana, Regina, Paulina, Rywka, Mojżesz, Salomon, Anna, Estera, Abraham, Berta, Rozalia i Dawid). Mieszkali na Krzyżowej, na rogu, obok zagrody Anny i Andrzeja Rabiaszów. Szymon prowadził dużą gospodarkę: 2 konie, 4 krowy, wynajmował do pracy robotników. Prowadził też na szeroką skalę handel końmi, sklep wielobranżowy, wymianę zboża na mąkę, wyszynk wódki. Tu też znajdowała się bożnica (dom modlitwy) dla wiernych wyznania mojżeszowego z całej gminy Uszew. "Szimek" według relacji jako jedyny z Żydów nosił długą brodę, a jego żona wypiekała macę. W sobotę wszyscy Żydzi świętowali. W ten dzień sami nawet nie palili w piecu, nie sprzedawali także żadnych towarów nawet na usilne prośby.
    Znana od pokoleń była rodzina Jakubowiczów (Kiwa, Roża, Amalia, Tauba, Salomea, Bronisława, Józef, Szymon, Eugenia). Ich zabudowania znajdowały się na parceli, na której obecnie mieszkają dwie rodziny, tj. Wanda i Franciszek Bystroniowie oraz Adela i Franciszek Zychowie. Kiwa był rzeźnikiem. U niego prawie cała wieś kupowała mięso wołowe. Prowadził też karczmę. Wiele osób przewinęło się przez duży murowany dom położony na parceli, gdzie obecnie znajduje się dom ludowy. Tu mieszkali Federgrinowie (Mojżesz, Róża, Fajga, Pinkas, Samuel, Feliks, Leon). Podobnie jak i inni zajmowali się drobnym handlem. Sklepik z wyrobami tytoniowymi, zwany trafika, był zawsze dobrze zaopatrzony. Jednemu z nich, Leonowi, nadano przydomek "Cielicka", a to dlatego, że skupował po wsiach cielęta. Inny z kolei. Pinkas, zajmował się oprawianiem obrazów i szkleniem okien. Zawsze był przygotowany i na miejscu, gdy odbywały się we wsi wesela i zabawy, by natychmiast zaszklić okna po bójkach czy przypadkowym wybiciu szyb.
    Na części obecnej posesji Franciszka Rojka i Marii Kotarby (Bychawskiej) mieszkała rodzina Goldbergerów (Kalma, Izaak, Chaskel, Gizela). Kalma ("Kołma") miał małe gospodarstwo rolne, chował krowę i, jak wszyscy jego koledzy, prowadził drobny "geszeft". Skupował i sprzedawał, co się tylko dało, m.in. skórki królicze. W domu, w którym obecnie mieszkają Józefa i Franciszek Warkoczowie, żyła bogata rodzina Silberspitzów (Mojżesz, Hersz, Aron, Balbina, Bronisława, Helena, Rozalia, Jan). Hersz ("Heśla"), podobnie jak jego ojciec, był handlarzem i rolnikiem. W roku 1936 działkę leśną, którą posiadał w Grabalinach, sprzedał Antoniemu Gotzowi-Okocimskiemu, a część domu wraz z gruntem i zabudowaniami gospodarczymi Janowi Chmurze i wyjechał z Uszwi. Tuż przy moście, obok starego budynku rodziny Bobrów mieszkał Chaskel Goldberger, z zawodu rzeźnik. Ożenił się z Tonią Ungerówną z Dębna. W Zawadzie Uszewskiej na obecnej posesji rodziny Krystyny i Stanisława Kozubków mieszkała rodzina Weissbartów (Szymon, Mojżesz, Tauba, Leon, Lejb, Jakub, Wolf, Wolwek, Maria, Juda, Sara, Frania). Nie można w końcu pominąć dwóch rodzin mieszkających w budynku zwanym murowańcem, który formalnie od połowy XIX wieku należał do Gnojnika, ale jeszcze przez cały okres międzywojenny i w pierwszych latach wojny ludzie w nim mieszkający ciążyli do Uszwi. Tu też dzieci chodziły do szkoły. Jedną tych rodzin była rodzina Naftalego Krausa i jego żony Beili, a ich dzieci występowały pod panieńskim nazwiskiem matki, Goldbergerów (Efraim, Helena i Lejbisch). Kontynuowali oni z początku tradycję karczmarzy, następnie prowadzili rzeźnię i sprzedaż mięsa wołowego a po śmierci Naftalego był tu sklep artykułów spożywczych i powszechnego użytku.
    Drugą, która tu mieszkała, była rodzina Arona Eichenholza. Był on krawcem. U niego też pracowała w charakterze krawcowej córka Krausa, Helena. Ponadto przejściowo mieszkali w Uszwi lub pracowali w charakterze propinatora - Hersz Lejb, rzeźnik - Szymon Steinlauf, drobny handel prowadziły - Ella Kempler i Róża Buchfuhrer, a młyn na Uszwicy dzierżawili Jan Harsche i Mateusz Knuples, których dzieci Maria, Michał i Izaak uczęszczali do szkoły w Uszwi.
    Stosunki między mieszkańcami Uszwi a Żydami układały się dobrze. Można powiedzieć, że obie społeczności nie wchodziły sobie w drogę. Dzieci obu narodowości chodziły razem do szkoły. Uszwianie byli zależni od Żydów. Mogli u nich sprzedać i kupić prawie wszystko. Żydom z kolei potrzebni byli Uszwianie, aby mogli prowadzić handel, który był ich głównym źródłem utrzymania. Zostali zapamiętani z tego, że dawali towary na "bórg", ale później konsekwentnie upominali się o swoją należność. Żydzi wraz ze swoją kulturą, sposobem bycia i religią wrośli w ówczesną rzeczywistość wsi tak mocno, że wszyscy nasi rozmówcy zgodnie twierdzą, że traktowali ich tak jak Polaków. Z pewnością zdarzały się drobne nieporozumienia. Do Uszwi docierały też hasła antysemickie, które jednak nie trafiały tu na podatny grunt. Pomoc udzielona rodzinie Goldbergerów ukrywającej się w Uszwi w czasie wojny jest najlepszym dowodem tego, że mieszkańcy wsi byli ponad uprzedzeniami narodowościowymi. W tych tragicznych czasach deptania godności narodu żydowskiego Uszwianie potrafili dostrzec w Żydach swoich braci.

HISTORIA RODZINY GOLDBERGERóW

     Chaskel Goldberger i jego żona Toni z domu Unger pochodząca z Dębna przybyli do Uszwi z synem Jankiem (niektórzy twierdzą, że był on przybranym synem Chaskla). W Uszwi urodziły się im jeszcze trzy córki (według niektórych dwie). Mieszkali w miejscu, gdzie obecnie znajduje się sklep pana Pawełka. Chaskel był rzeźnikiem i miał jatkę. Toni, piękna i sympatyczna kobieta była bardzo życzliwa dla mieszkańców Uszwi. Pani Julia Kural zapamietała, jak opatrywała skaleczenia polskim dzieciom. Janek zachęcany przez księdza niejednokrotnie zostawał na lekcji religii w szkole.
    Po wybuchu wojny Goldbergerowie oraz ich krewny Pinkas Federgrin jako jedyni Żydzi nie opuścili Uszwi. Ukrywali się początkowo w różnych miejscach. Toni z najmłodszą córką przebywała u pani Karaś na Kątach. Rodzina Chaskla mieszkała także w pustym domu za cmentarzem. W dzień przebywali w piwnicy, w nocy wchodzili do domu. Pomagali im w tym czasie rodzice pani Alfredy Kotarby. Później zaczęli się ukrywać w bunkrze w lesie zwanym Grabalinami na granicy z "Piskorką" (pagórkowaty teren, na którym znajdowały się pola uprawne). Było to miejsce położone na uboczu daleko od wsi. Bunkier miał wymiary 4 x 4 m i posiadał komin umożliwiający ogrzanie się w zimie. Rodzina Chaskla najczęściej korzystała z pomocy Wojciecha Kotfisa. Jego dom był najbliżej kryjówki. Przychodzili raczej nocą. Otrzymywali jedzenie, mogli sobie coś ugotować. Pojawiali się także we wsi. Chodzili po domach, gdzie otrzymywali żywność. Jedna z mieszkanek Uszwi wspomina, że pewnego wieczoru zjawił się w domu jej rodziców Pinkas zwany "Pinkiem". Przyszedł po chleb. Gdy siedział w kuchni wszedł nagle Niemiec, upominając, aby zasłonić okna. Na szczęście nie zwrócił uwagi na Pinkasa. Nasza rozmówczyni do dzisiaj pamięta paraliżujący strach domowników. Chleb dla rodziny Chaskla wypiekała także matka pana Stanisława Z. Chaskiel przychodził zawsze wieczorem. Pan Z. jako mały chłopiec często zanosił do lasu worek z chlebem. Ukrywający się Żydzi ścinali także drzewa w lesie, za które otrzymywali od ludzi kukiełki (słodkie plecione bułki wypiekane w Uszwi) Aby przeżyć wykopywali ziemniaki z okolicznych pól. Uszwianie wiedzieli o obecności Żydów w Uszwi, nikt jednak o tym nie rozmawiał. Szczególne współczucie budziły dzieci Goldbergerów. Ci, którzy pomagali rodzinie za wszelką cenę chcieli ją ocalić. Żydzi mieszkali w bunkrze około 3 lat. Niestety ktoś zdradził. Niektórzy wskazywali na gajowego. Żona syna Wojciecha Kotfisa twierdzi, że mogli to być właściciele pól, z których Żydzi wykopywali ziemniaki. Nie ma jednak pewności co do prawdziwości którejś z hipotez. Faktem jest, że w niedzielne popołudnie w maju 1944 r. (niektórzy twierdzą, że był to maj lub czerwiec 1944 r.) żandarmeria niemiecka, policja polska udała się do Grabalin, gdzie dokonała się tragedia. Wersji tego wydarzenia jest kilka. Najpierw Niemcy prawdopodobnie dostrzegli dziewczynkę zrywającą jagody. Zginęła jako pierwsza. Potem została zastrzelona Toni z najmłodszą córeczką na ręku i drugą starszą. Mężczyźni próbowali uciekać. Pinkasa schwytał pies i zaczął szarpać. Za chwilę został zastrzelony. Udało się uciec Chasklowi i Jankowi. Pierwszy pojawiał się jeszcze w Uszwi. Mieszkańcy wsi ponownie przyjmowali go w swoich domach, często nawet u nich nocował. Później podobno został zastrzelony w Gródku. Informacje, że Janek przeżył nie zostały potwierdzone. Ciała zabitych Żydów pochowano najpierw we wspólnej mogile. Prawdopodobną wydaje się relacja pani Alfredy Kotarby, której ojciec opowiadał, że zwłoki Żydów wywożono z Uszwi. Fakt ten potwierdza synowa Wojciecha Kotfisa. Według niej ciała rozstrzelanych mogły zostać pochowane na cmentarzu żydowskim w Brzesku tzw. "Kierkowie". Tam jednak nie ma żadnych śladów tego wydarzenia.
    Po tragedii, która wydarzyła się na "Piskorce" mieszkańcy Uszwi przez kilka dni żyli strachem o własne życie. Obawiali się szczególnie ci, którzy pomagali Żydom. Domniemali, że Niemcy dowiedzieli się o nich. Jednocześnie nie mogli pogodzić się z faktem, że rodzina Chaskla nie doczekała tak rychłego przecież końca wojny.
    W miejscu śmierci Żydów nie ma żadnych symboli tragedii. Materialne ślady ich obecności w Grabalinach nie istnieją. Pamięć ludzka ocaliła jednak od zapomnienia fakty. Historia ukrywających się Żydów bardzo mocno tkwi w świadomości starszego pokolenia. Znają ją także uczniowie naszego gimnazjum. Oby przetrwała dla przyszłych pokoleń.

Postać Wojciecha Kotfisa

    Według danych z parafialnej "Księgi chrztów" (Liber natorum tom X) Wojciech Kotfis urodził się 30 marca 1866 roku jako syn Marcina i Wiktorii. Jak czytamy w parafialnej "Księdze małżeństw" (Liber capulatorum tom VII) w roku 1894 ożenił się z Józefš Kowalczyk. Ojciec narzeczonej udzielił swojej córce pozwolenia na zawarcie zwišzku małżeńskiego, gdyż była nieletnia:


"Ja niżej podpisany, ojciec małoletniej córki mojej Józefy Kowalczyk pozwalam na jej wej�cie w zwišzek małżeński z Wojciechem Kotfisem, co przy dwóch niżej wymienionych �wiadkach jako nie umiejšcy pisać znakiem krzyża potwierdzam"


    Wojciech Kotfis miał siedmioro dzieci, które już nie żyjš. W młodo�ci służył w wojsku austriackim, gdzie nauczył się języka niemieckiego. Odznaczał się wysokim wzrostem (około 2 m) i jak wspomina synowa Stanisława Kotfisa "był prosty jak �wieca". Mieszkał wraz z rodzinš przed "Piskorkš". Zajmował się gospodarstwem. Uprawiał pola, które kiedy� otrzymał jego ojciec od Austriaków za zasługi wojenne. Miał też piękny sad.
    Przez mieszkańców Uszwi był postrzegany jako "inny". Inno�ć Wojciecha Kotfisa wynikła z jego nietypowych jak na gospodarza zainteresowań. Posiadał bardzo rozległš wiedzę. Był uznawany za mšdrego człowieka "filozofa". Czytał ksišżki i gazety, interesował się politykš. Odwiedzali go księża i urzędnicy. W znajdujšcej się przed domem altance, gdzie lubił przesiadywać, niejednokrotnie dyskutował ze swoimi go�ćmi. Do ko�cioła chodził rzadko, ale gdy szedł, ubierał się w białe rękawiczki, garnitur, zabierał laskę i kapelusz. Służył do mszy �więtej będšc już żonatym. Jako mšż i ojciec odznaczał się surowo�ciš. Lubił porzšdek i dyscyplinę. Był pedantem w tym, co robił. Wpajał dzieciom szacunek dla ojczyzny i człowieka. Zapewne kierujšc się tymi warto�ciami zdecydował się na ryzykownš pomoc żydowskiej rodzinie Goldbergerów ukrywajšcej się podczas II wojny �wiatowej niedaleko jego domu.
    Żydzi przychodzili do Wojciecha Kotfisa wieczorem. Mogli się ogrzać, co� zje�ć i otrzymać chleb oraz inne pożywienie. Tak było przez 3 lata. Niestety najprawdopodobniej kto� zdradził. Niemcy odwiedzili Wojciecha Kotfisa dwukrotnie. Pierwszy raz przyszli zapewne na zwiady. Rozmawiali z nim przed domem. Opowiadał im o swoim pobycie w wojsku austriackim. Jeden z Niemców na pożegnanie nawet mu zasalutował. Niestety druga wizyta zakończyła się jego tragicznš �mierciš, poprzedzonš rozstrzelaniem Żydów. W 1944 r. żandarmeria niemiecka zjawiła się przed domem Kotfisa. Jeden z Niemców schował się za gruszš, inni rozmawiali z gospodarzem. Nic nie wskazywało na to, że za chwilę padnie strzał. Podczas pożegnania żandarm stojšcy za drzewem strzelił. Wojciech Kotfis zginšł na miejscu. Żona nagabywana przez Niemców nie przyznała się do pomocy Żydom, zrzuciła całš winę na męża wiedzšc, że nie żyje i tak uratowała swoje życie. Udała się do wsi z pro�bš o pomoc. Pan Stanisław Kotarba i pan Franciszek Kurtyka pomogli jej przenie�ć ciało męża do stodoły. Na drugi dzień zwłoki owinięte w prze�cieradło zostały przewiezione na cmentarz m.in. przez pana Jana Warkocza i pochowane prawdopodobnie przez Jakuba Bukowicza, Andrzeja Pawełka i Karola Rabiasza. Nie było trumny, mszy �więtej i zapisu w księdze parafialnej. Nabożeństwo żałobne zostało odprawione kilka dni pó�niej. Strach i obawa o własne życie były zbyt duże.
    Ciało Wojciecha Kotfisa zostało pochowane na cmentarzu, gdzie obecnie spoczywa.
    Wojciech Kotfis był niewštpliwie indywidualno�ciš w społeczno�ci uszewskiej. Wymagajšcy dla najbliższych, otwarty na wiedzę i �wiat, współczujšcy braciom - Żydom.
    Czy tolerancji nauczył się z ksišżek? Bardziej zasadne wydaje się twierdzenie, że ich lektura pomogła mu w kształtowaniu �wiatopoglšdu, w dostrzeganiu mechanizmów rzšdzšcych historiš. Aby dostrzec w człowieku innej narodowo�ci brata, aby pomóc mu ocaleć, ryzykujšc własnym życiem nie potrzeba tomów publikacji, potrzeba odruchu serca i wrażliwo�ci, których nie można się wyuczyć, gdyż z nimi można się tylko urodzić. Ale oprócz zalet ducha Wojciech Kotfis posiadał jeszcze jedno - odwagę bycia prawdziwym człowiekiem w czasach pogardy dla człowieczeństwa.
 
Grób Wojciecha Kotfisa na cmentarzu w Uszwi.


KU TOLERANCJI

    Prezentujemy wypowiedzi uczniów naszego gimnazjum na temat tolerancji.

    Szanować Żydów, to dla Polaków szanować siebie. Tak nakazuje patriotyczny obowiązek! Istotne jest przy tym, aby Polacy przypomnieli nie tylko o swoich wadach, ale i o swej godności. Marzy mi się jednak sytuacja, kiedy każda ze stron będzie mówić przede wszystkim o zaletach drugiej strony i o własnych grzechach. Nie ma innej drogi do pełnego porozumienia między Polakami a Żydami, tak ważnego dla obu narodów. Niech więc Polacy mówią o Jedwabnem i o innych dramatach, niech oddają pełny hołd holokaustowi, niech przede wszystkim przypomną o tym, że nie można zrozumieć Polski bez udziału żydowskiej wspólnoty, która dała Polsce tyle wybitnych nazwisk w każdej dziedzinie życia, szczególnie w kulturze i nauce. Dlaczego nie wspominać, iż tylu Żydów zamieszkało na ziemiach polskich dlatego, że wyrzucani ze Wschodu i Zachodu znaleźli właśnie tu ziemię tolerancji? Niech Żydzi, okazują wdzięczność Polakom, którzy ich ratowali! Niech Polacy mówią o wielkości narodu żydowskiego i o holokauście. Niech oba narody zechcą zauważyć swoje winy. Wtedy i tylko wtedy staną się możliwe pojednanie, rozumienie, a może nawet miłość między tymi dwoma narodami, które przecież tak wiele łączy!
Barbara Bober

    Tolerancja to słowo, które czasami nie występowało w "ludzkim słowniku". Przeżywało ono wzloty i straszliwe klęski. Według mnie największą nietolerancją odznaczali się ludzie w czasach wojny. Chodzi mi głównie o Niemców, którzy trwale łączą się z wielką tragedią ludności żydowskiej w czasie II wojny światowej. Ta sprawa nie jest nam Polakom obca. Dalekosiężne plany niemieckie zakładały, że po uporaniu się z Żydami i Cyganami pierwszymi narodami wytypowanymi do zagłady - miała przyjść kolej na Słowian, a więc i Polaków. Wielu ludzi nie pamięta o tym, uważając, że nie ma z Żydami nic wspólnego. Wręcz przeciwnie jesteśmy narodami, których los nagle połączył już na zawsze. Bardzo ważne jest, abyśmy w przeddzień wejścia do Unii Europejskiej nie zapomnieli o naszym pochodzeniu, o naszej historii, o tych, dzięki którym możemy być wolni. Nie wolno nam zapomnieć o ludziach innych narodowości, których odmienność kulturową należy uszanować. Musimy pamiętać także o narodzie żydowskim, z którym łączą nas wspólne doświadczenia, a przede wszystkim Polska, uznana przez wielu Żydów za ojczyznę.

Justyna Biernat

    We współczesnym świecie nietolerancja jest poważnym problemem i tematem wielu dyskusji. Jest ona "chorobą cywilizacyjną", która zatacza coraz większe kręgi i pochłania miliony ludzi. Przyglądając się dzisiejszemu społeczeństwu można stwierdzić, iż dzieli się ono na pewne grupy. Do jednej należy sama tzw. "śmietanka", czyli Ci, którym niczego nie brakuje, inni to biedacy, jeszcze inni chorzy. Niestety, zamiast nawzajem sobie pomagać, wspierać, ludzie Ci coraz bardziej oddalają się od siebie. Brak tolerancji spotykamy praktycznie wszędzie. Ileż to razy idąc ulicą spotykamy błagającą o wsparcie materialne matkę z płaczącym dzieckiem na rękach. Przechodzimy wtedy obojętnie z brakiem współczucia w oczach. Często przyczyną nietolerancji są również odmienne poglądy, wyznawana religia. Jak często odtrącamy osoby, które wierzą w coś, co dla nas jest głupie i bez sensu. Chyba najgorszym przypadkiem nietolerancji jest odtrącenie chorych, biednych i potrzebujących pomocy. Zwróćmy uwagę na polskie szkoły. Kiedy nie masz kasy, extra ciuchów, bogatych rodziców, kiedy jesteś chory, nie masz po co żyć w swojej klasie. Wszyscy się z ciebie śmieją, odwracają, traktują co najmniej jak trędowatego nie licząc się z twymi uczuciami. Tak więc tolerancja, a właściwie jej brak w dzisiejszym społeczeństwie to prawdziwy, globalny problem, który należy zwalczać za wszelką cenę.

Paulina Robak

    Człowiek w życiu spotyka się z różnymi problemami. Niestety często jest to problem nietolerancji, który dotknął chyba każde pokolenie, które istniało na świecie. Nie tolerowani są przede wszystkim ludzie chorzy, przeważnie na choroby zakaźne, upośledzeni, bezdomni, ubodzy, innej rasy itp. Można by było wymieniać nieskończenie wiele przyczyn, przez które ludzie są odrzucani i spychani na margines. Jednak nie ulega wątpliwości, że nietolerancja dotknęła najbardziej ludzi żyjących w czasie II wojny światowej. Były to przede wszystkim narody słowiańskie, a zwłaszcza Żydzi. W czasie wojny głównym celem hitlerowców było wymordowanie Żydów tzw. holokaust. Według Niemców byli oni uważani za "podludzi", którzy powinni zostać pozbawieni wszelkich praw i życia. Z historii wiemy, że na terenie naszej wsi Uszew, żył Wojciech Kotfis, który w czasie II wojny światowej, pomagał ukrywającej się w lesie rodzinie żydowskiej. Niestety za tak bohaterską postawę pana Kotfisa spotkała kara ze strony okupanta, został rozstrzelany.
    Stało się tak, gdyż o pomocy pana Kotfisa Żydom ludzie donieśli Niemcom. Gdyby nie ta tragedia zapewne dzisiaj wiedzielibyśmy coś więcej o bohaterskim Polaku i ludziach, którym pomógł. Niewątpliwie to nieszczęście wynikało z nietolerancji w stosunku do Żydów i ludzi, którzy im pomagali. Jakby ludzie postąpili dzisiaj? Czy Polska jest narodem tolerancyjnym? Czy dzisiaj obywatele naszego kraju są nietolerancyjni wobec innych narodów, ludzi wyznających inną religię, mających odmienne zdanie? Polacy stając u progu wejścia do UE, powinni wiedzieć i być świadomi tego, że muszą być bardziej tolerancyjni nie tylko dla mieszkańców swojego kraju, ale również dla innych państw, ich obywateli, kultury, nauki itp. Każdy człowiek powinien akceptować swoich bliźnich, mimo że często nie potrafi zrozumieć ich postawy i zwyczajów.

Małgorzata Rożek

    Wejście do Unii Europejskiej jest dla nas wielką szansą, ale również niesie ze sobą problem tolerancji. Dotyczy to nie tylko mniejszości narodowych takich jak np. Żydzi, ale również nas Polaków. W czasach komunizmu byliśmy odizolowani od Zachodu. Myślano o nas jak o zacofanym, biednym kraju, który chyli się ku upadkowi. Nasz kraj przełamał jednak kryzys gospodarczy i otworzył się na Zachód, czego efektem jest wejście Polski do Unii Europejskiej. Teraz powinniśmy się postarać, aby mieszkańcy innych europejskich krajów poznali prawdziwych Polaków. We współczesnym świecie największy problem z tolerancją istnieje w Azji. Prowadzi to do licznych konfliktów zbrojnych. Z tego powodu niepotrzebnie ginie wielu niewinnych ludzi, a przecież wystarczy chcieć poznać innych i tolerować ich odmienność i inną religię.

Dariusz Pawełek

     Tolerancja to umiejętność akceptowania prawa innych, ich kultury, religii, poglądów na życie oraz świat. Czy my Polacy stojący u drzwi Unii Europejskiej możemy powiedzieć z czystym sumieniem, że jesteśmy tolerancyjni? Czy potrafimy zrozumieć ludzi o innej kulturze, religii, historii? Każdy z nas powinien umieć wybaczać i tolerować innych. Takim przykładem i autorytetem powinien być dla nas Wojciech Kotfis - zwykły człowiek, który pomimo możliwości utraty życia w czasach II wojny światowej nie uległ i pomógł jednej z rodzin żydowskich zamieszkujących naszą wioskę. Dla swoich idei i przekonań poświęcił życie. Dlatego moim zdaniem, każdy z nas dla wspaniałej idei tolerancji powinien zmienić swoje dotychczasowe myślenie i zacząć tolerować innych ludzi. Każdy z nas powinien wnieść do Unii Europejskiej nasz patriotyzm oraz szacunek do innych.

Ewa Rozciecha

    Przez słowo tolerancja rozumiem postawę ludzi różnych narodowości, innych wyznań względem siebie. I ta postawa jest przyjacielska, jedni drugich nie zwalczają, pomagają sobie. W dzisiejszym świecie dużo jest ludzi, którzy nie kierują się tolerancją. Zwalczają ludzi innych od siebie, nie chcą, aby mieszkali w tym kraju, co oni. Jednak i w tym świecie są lub byli ludzie tolerancyjni. Jedną z takich osób był Wojciech Kotfis, który pomagał rodzinie żydowskiej. Ryzykował on swym życiem, ale podjął się tego wyzwania. Również postawa mieszkańców Uszwi jest godna pochwały. Wiedzieli, że za pomoc Żydom grozi kara śmierci. Przez trzy lata rodzina ta nie została wydana. Jednak znaleźli się ludzie, którzy nienawidzili Żydów-Niemcy. I tu zderzają się ze sobą dwie postawy-heroizmu Wojciecha Kotfisa, który został zastrzelony za ukrywanie Żydów i druga postawa kompletnego braku tolerancji Niemców. Moim zdaniem lepiej jest umrzeć w obronie słabszego, poniżanego niż w obozie "zwycięzców", którzy nie kierują się żadnymi wartościami.

Daniel Warchał

    Mamy rok 2003. Jesteśmy już prawie członkami UE. Wejście w bliską współpracę z innymi państwami w Unii jest dla nas wielką szansą. Mam nadzieję, że w związku z tym faktem zmieni się nasze podejście do tolerancji.
    Polska jest uważana za kraj nieszczególnie tolerancyjny. Polacy niechętnie widzą cudzoziemców na ulicy. To duży problem naszego narodu. Mam nadzieję, że to się zmieni. Na szczęście nie wszyscy są rasistami. Chciałbym przedstawić także problem tolerancji na świecie. Brak akceptacji inności drugiego człowieka istnieje w wielu państwach. Chciałbym zaapelować do wszystkich o miłość do drugiego człowieka innej rasy, religii, narodowości.

Jakub Zdunek

    Tolerancja - co na początku XXI w. właściwie oznacza to słowo? Tolerować możemy pewne zachowanie, niektóre pokarmy, ale czy jesteśmy otwarci na inne kultury, obyczaje, inny kolor skóry? Słowo tolerancja ma szersze znaczenie niż się wydaje. Nie da się go zdefiniować w kilku prostych zdaniach. Bycie tolerancyjnym w czasie II wojny światowej oznaczało bycie naprawdę kimś. W czasie masowej eksterminacji Żydów, utrzymywanie z nimi nawet najmniejszych kontaktów mogło oznaczać nawet utratę życia. Teraz przed przełomową datą 4 maja 2004 r. czyli wejściem Polski do Unii Europejskiej, winniśmy zmienić swój tok myślenia i stać się ludźmi, u których żadnych złych zachowań nie będzie wywoływać inny kolor skóry czy sposób bycia.


Michał Ciura

 


Wywiad z panią Alfredą Kotarbą


    Co pani wie na temat rodziny żydowskiej, która ukrywała się w Uszwi w czasie wojny?

    Najpierw ukrywali się pół roku w pustym domu u sąsiada. Właściciele byli we Francji. Ja nie wiedziałam, tyle tylko co podsłuchałam w nocy. Przychodzili do nas ciągnąć wodę. Mama im pomagała, wynosiła mleko w umówione miejsce. Jak upiekła 5 bochenków chleba, to zawsze jednego brakowało. Ja nieraz pytałam się, gdzie on jest, to mnie skrzyczeli, bo wszystko było w wielkiej tajemnicy. W dzień Żydzi siedzieli w piwnicy (ich było chyba pięcioro), w nocy wchodzili do domu, bo się kurzyło z komina, a okna były zabite. Jakoś dowiedział się o tym wójt, bo miał dozór nad tym domem i nakazał, aby Żydzi się wynieśli, bo wszyscy pójdą tu z dymem, jeśli ktoś doniesie. Ludzie przecież idą w pole, krowy tędy ganiają. Po pół roku wynieśli się. Chociaż mamy pole na Piskorce, ja nie wiedziałam, że tam są. Nie kazano nam dzieciom chodzić na jagody i grzyby. Ludzie musieli wiedzieć, bo to trwało trzy lata. Nie wiadomo, kto ich zdał Niemcom. Jedni mówili, że gajowy. W zimie mieszkali chyba u Kotfisa, latem w bunkrze. Kotfis był bardzo dobrym człowiekiem. Żal mu było tych dzieci, przecież to niewinni ludzie. Każdy chciał, ich uchronić, żeby się uratowali. Pewnego dnia (ja miałam 8-my rok) na motorach jechali Niemcy. My pod strachem myśleliśmy, że wszyscy zginiemy. Wiedzieliśmy, że ktoś zdał, że Niemcy się dowiedzieli. Tata nigdzie nie odchodził. Jeszcze mama mówiła, żeby uciekał z domu, żeby się ratował. Tata mówił, że jeśli ucieknie, będzie podejrzany, że pomagał. Słyszeliśmy strzały. Wyły psy. Baliśmy się. Najpierw zastrzelili Żydów. Jeden się chyba uratował - Janek. Nie był razem z rodziną, ale słyszał krzyki Niemców. Ukrył się w mendlu ze zboża. Potem Niemcy poszli do Kotfisa. Miał 2 psy. Najpierw zastrzelili Kotfisa, a potem psy. Kotfiskę wyprowadzili na pagórek, na skarpy i całą drogę ona płakała, a Niemcy strasznie na nią krzyczeli. Podobno pytali się, kto jeszcze pomagał tym Żydom, bo przecież oni sami nie mogli wyżywić całej rodziny. Ona nie wiedziała, co po niemiecku do niej mówili. Mówiła, że nie chciała, ale mąż ją bił i musiała słuchać, że ona niewinna. Tutaj słyszeliśmy wszystko. Był tam żandarm Schulz. On wiedział, co Niemcy do niej mówili. Tłumaczył Niemcom, (bo później mówił), że ona niewinna, że tu nikt nie pomagał. I tak ona i my uratowaliśmy się. Jak już wszystko ucichło i oni odjechali, Kotfiska przyszła z krzykiem do mojego ojca i Kurtyki, żeby zanieśli Kotfisa do domu. Bardzo się bali, ale poszli i zanieśli. Na drugi dzień rano (już nie pamiętam) wzięli go na wóz i pochowali na cmentarzu bez pogrzebu, bez niczego, przecież nie wolno było. Żydów zakopano w jednym dole, ale po jakimś czasie (tyle pamiętam) wywieźli ich na wozie, ale nie Niemcy. Ojciec mówił, że w osłonach były rzucone ciała i skropione wapnem. Gdzie ich później pochowano, nie wiem.

Dziękujemy za rozmowę.
Rozmawiały: Agnieszka Bober
Barbara Gałęziowska
Anna Gurak



Wywiad z panią Stanisławą Kotfis, żoną syna Wojciecha Kotfisa


    Jak pani zapamiętała Wojciecha Kotfisa?

Ja Wojciecha Kotfisa nie znałam osobiście tylko ze zdjęcia. Był bardzo podobny do mojego męża Andzeja.

    Jaki był Wojciech Kotfis?

Miał siedmioro dzieci. Był wysoki i prościutki jak świeca. Służyw w wojsku austriackim. Miał gospodarstwo. On był taki "panek". Służył już do mszy św. będąc już żonatym. Do kościoła mało chodził, ale jak już szedł, to ubierał białe rękawiczki, garnitur, zabierał laskę i kapelusz.

    Ludzie mówili że był "inny", dlaczego?

Widzieli w nim filozofa, kogoś lepszego. Był bardzo mądrym człowiekiem jak na tamte czasy. Był oczytany, miał bardzo dużo książek, czytał gazety. Przychodzili do niego księża i mądrzy ludzie, szychy, urzędnicy i wymieniali się książkami. Interesował się polityką. Umiał mówić po niemiecku. Był dobrym chłopem.

    Jakim był ojcem?

Z żoną się lubili, szanowali się, chociaż był surowy dla niej i dla dzieci. Porobił wszystko w polu, przygotował np. rządki pod ziemniaki, a później żona zabierała dzieci i sadzili, a on do altanki, książki wyrozkładał, gości się naschodziło. Tym się zajmował. Jeszcze nikt nie wiedział, czy będą samoloty górą lecieć, że będzie wojna, a on już wiedział. Nie wiem, gdzie podziały się te książki. Wymagał od dzieci i od żony, wszystko musiało być porządnie zarobione. Był pedantem. Wpajał dzieciom szacunek dla ojczyzny i człowieka. Jego syn Andrzej walczył we Francji.

    Proszę opowiedzieć o tragicznej śmierci Wojciecha Kotfisa?

Pomagał Żydom, którzy mieli bunkier na pagórku około kilometra od jego domu. Przychodzili do niego wieczór pojeść sobie, żona piekła dla nich chleb, nosiła im jedzenie. Niemcy przyszli najpierw na zwiady. Siedzieli na ławce i rozmawiali z Kotfisem. Jeden na pożegnanie zasalutował. W dzień rozstrzelania przyszło 4 Niemców z psami. Najpierw zobaczyli chłopca -Żydka. Później musieli zauważyć innych. Poszczuli ich psami: zastrzelili Żydówkę z dzieckiem. Później rozmawiali z Kotfisem. Jeden schował się za gruszą. Śmiał się. Gdy się żegnali, ten stojący za gruszą strzelił i zabił go na miejscu. Żona była wtedy w domu. Wyszła i zobaczyła zastrzelonego męża. Ją też zawołali. Broniła się i zwalała wszystko na męża. Ciało zaniosła do stodoły zawinęła w prześcieradło. Na drugi dzień pochowali go na cmentarzu, m.in. chował go Jan Warkocz. Ciała Żydów pochowali w fosie. Później kazali wywieźć je gdzieś na "Kierków" [cmentarz żydowski, brak tam jakichkolwiek śladów].

    Co się stało z bunkrem?

Jeszcze 25 lat temu były jego szczątki. Dom Kotfisa został rozebrany. Koło domu było pole, które ojciec Wojciecha Kotfisa otrzymał od Austriaków za udział w jakiejś wojnie. Teraz wszystko zarosło.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiały: Karolina Pasek, Barbara Bober



Wywiad z panią Zofia Potoczek


Ile rodzin żydowskich mieszkało w Uszwi i czym się zajmowali?

    W Uszwi mieszkali:
  • Chaskiel - prowadził ubój bydła i cieląt
  • Kiwa - prowadzili handel i ubój
  • Szumek - miał sklep i gospodarstwo rolne
  • Kołma - zajmował się gospodarstwem
  • Cielicka - skupował mleko i jego przetwory
    Co było odmiennego w ich zachowaniu?

Żyli tak jak wszyscy ludzie, jedynie nie chodzili do kościoła, a dzieci na lekcje religii. Nie jedli też wieprzowiny.

    Jak mieszkańcy Uszwi traktowali Żydów?

Jak normalnych sąsiadów. Żyli dobrze i w zgodzie. Chodzili do ich sklepów, kupowali u nich mięso, wymieniali zboże na mąkę.

   Jaka była rodzina Chaskla Goldbergera?

Była to dobra rodzina, mieli troje dzieci. Zajmowali się skupem bydła.

    Gdzie się ukrywali i kto im pomagał?

Ukrywali się w lesie, gdzie ich później rozstrzelali. Wcześniej Chasklowa z małym dzieckiem jak uciekała, ukrywała się w naszej stodole. Myśmy o tym nic nie wiedzieli, dopóki nie usłyszeliśmy płaczu dziecka. Płakała i prosiła nas o mleko i żywność. Mówiła, żeby się nie bać, że jak się ściemni, to w nocy pójdzie dalej. Mama jej dała mleka i coś do jedzenia. Nazajutrz rano już jej nie było i nie wiedzieliśmy, gdzie poszła. Później jeszcze kilka nocy przychodził jej starszy syn, pukał w okno i prosił o jedzenie. Mama zawsze mu coś podawała, a kto im pomagał, nie wiem, bo każdy bał się do tego przyznać.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Monika Pabian



Informacje uzyskane od państwa Z., którzy chcieli zachować anonimowość.

Przed wojną było w Uszwi kilka rodzin żydowskich. Mieli sklepy. Można było u nich wszystko sprzedać. Polacy dobrze żyli z Żydami, chociaż pojawiały się hasła typu: "Bij Żyda". Chaskel był rzeźnikiem i sprzedawał mięso. Miał 2 albo 3 córki i syna Janka. Rodzina Chaskla i Pinkas w czasie wojny ukrywali się w bunkrze na pograniczu Grabalin i "Piskorki". Raz jako mały chłopiec byłem w lesie z ojcem i zauważyłem bunkier. Podszedłem i otworzyłem właz. Zobaczyłem tam Pinkasa. Od tej pory Chaskiel i Pinkas przychodzili do nas do domu, Przynosili zboże, mama wypiekała im chleb i dawała mleko. Ostatni raz przed rozstrzelaniem zaniosłem im 5 bochenków chleba w umówione miejsce. Ścinali także drzewa w lesie i nosili do domów w zamian za kukiełki. Chodzili do wielu rodzin, ale we wsi nikt o tym nie rozmawiał. Żydzi i Kotfis zostali rozstrzelani pod koniec maja lub w czerwcu 1944 r. , chodziliśmy wtedy na maliny. Była niedziela. Z Niemcami szedł polski policjant Schulz. Wiem, że Pinkas zaczął uciekać i szarpał go pies. Zastrzelili żonę Chaskla i dzieci oraz "Pinka" i Kotfisa. Ciała Żydów pochowano na skraju lasu. Widziałem mogiłę chodząc na maliny, ale mogli później wywieźć je na "Kierków". Kotfisa pochowali najpierw w wale koło cmentarza. Chował go Andrzej Pawełek, Jakub Bukowicz i Karol Rabiasz. W dzień tragedii przez wieś przeszła groza. U nas w domu wszyscy się bali. Myśleliśmy, że któryś z Żydów przed śmiercią powiedział, kto im pomagał. Strach był bardzo duży. Ludzie ubolewali, że tuż przed zakończeniem wojny Żydzi musieli umrzeć.

Pani Z. wspomina:

W jeden wieczór przyszedł do nas Pinkas po chleb. Siedział w kuchni przy piecu. Nagle do kuchni wszedł Niemiec. Kazał nam zasunąć okna. Na szczęście nie zauważył Pinkasa. Nie pamiętam, kiedy się tak bałam jak wtedy. Strach był ogromny, mogliśmy wszyscy zginąć.



Wywiad z panią Julią Kural


    Przed wojną w Uszwi mieszkało kilka rodzin żydowskich. Jak wyglądało ich życie?
W Uszwi mieszkał "Kołma" na Rynku, "Mosiek", Chaskiel, "Cielicka", "Drożdżos". Mieli sklepy, jatki z mięsem, konie chowali, jeździli do Tarnowa i Nowego Sącza, wozili towary: zboże, piwo. W sklepach dawali na bórg do pół roku, a jak nie płaciłeś, zabierali majątki. U Szimka była karczma. W ich święta nawet w piecu nie palili, tylko świętowali. Mieli swoją bożnicę. Szkodliwi nie byli, nikomu nic nie mówili. Do szkoły dzieci chodziły tak jak i wy. Na lekcji religii dzieci wychodziły. Nieraz ksiądz mówił Jankowi od Chaskla, żeby nie uciekał, to został. Ubierali się normalnie. Mężczyźni byli wygoleni, tylko "Szimek" miał długą brodę.


    Jak traktowali Żydów mieszkańcy Uszwi?

Tak jak Polaków. Oni wychodzili do ludzi, ludzie do nich. Nikt się nie wtrącał, tyś jest Żydem, a ja Polakiem.

    Jaki był los Żydów po wybuchu II wojny?

Ani jeden się nie wrócił. Wszystkich pozabijali i wyjechali. Chaskiel został i ukrył się w lesie.

    Jaka była rodzina Chaskla?

Syn Janek, córka chodziła do trzeciej klasy i jeszcze była jedna malutka. Chaskiel miał ładną żonę, damę. Dobra była. Jak się dziecko skaleczyło, to nogę owinęła. Na niektóre dzieci pokrzyczała, czemu się biją.

    Czy Chaskel z rodziną od razu ukrywali się w bunkrze?

Najpierw po pustych domach. Tam, gdzie wiedzieli, że ich ludzie nie wydadzą. Może byliby przetrwali, bo był rok 44, na jesieni, a Niemcy w styczniu zaczęli uciekać. Najpierw żona Chaskla przebywała długo z dziećmi na Kątach. Babcia Karasionka ulitowała się nad nią. Miała kuchenkę i tam mieszkała. Ludzie wiedzieli, ale nikt się nie wtrącał w takie sprawy. Ich bunkier był ukryty, miał wymiary 4 x 4 m. Palili w nim w zimie. Kopali ziemniaki na polach. My dzieci pierwsze zauważyłyśmy, ale nikt nie mówił.

    Kim był Wojciech Kotfis?

Mieszkał w polu. Miał gospodarstwo, 3 morgi pola. Był wysoki, około 2 metrów. Żydzi do niego przychodzili, zagrzali się, ugotowali sobie coś.

    Co pani wie na temat rozstrzelania Żydów w Uszwi?

Szło czterech Niemców, trzech Polaków, policjanci z karabinami i pies. Ja z bratem pasłam krowy. Słyszałam strzał. Mówili, że najpierw zabili małą Żydówkę, która zbierała borówki. Potem zabili matkę z najmłodszą dziewczynką. Chaskiel z Jankiem uciekli. Pinkasa dobili na łąkach. Później nie było słychać o nich, ale Chaskiel się tu nieraz plątał. Jak stoi dom Kamyckiego, to on nieraz przesiedział przez noc na strychu. Nieraz szedł, ja go widziałam, wieczór jak byłam u macochy. Ktoś pukał do drzwi. Macocha się odzywa: Kto tam?- Ja swój. Przyszedł późno, ale macocha go wpuściła. Dała mu trochę chleba, ale prosił, żeby nikomu nie mówić. Ktoś mówił, że Chaskiel zginął w Gródku jak przechodził przez gościniec. Kotfisa też rozstrzelali razem z Żydami. Często siedział w altance. Świadkiem była żona. Mówiła do Niemców " zabiliście mi pieska", a oni odpowiedzieli : "Tego na dwóch nogach". Żona opowiadała, że siadła na podwórku i rozpłakała się. Doszła do rodziny na Rynku. Kotfis został pochowany w wale na cmentarzu. Mszy pogrzebowej nie było. Owinęli go w płachtę i pochowali. Kto chował Kotfisa i Żydów nie wiem.

    Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali : Karolina Pasek,
Michał Ciura


Wywiad z państwem Franciszkiem i Józefą Warkocz.


   
     Ile rodzin żydowskich mieszkało w Uszwi ?

"Kołma", Chaskiel, Szimek "Drożdżos", Kiwa - pięć rodzin.

     Czym zajmowali się uszewscy Żydzi ?

Handlem, mieli sklepy. Kołma i Szimek obrabiali pole, zajmowali się gospodarstwem. W obecnym państwa domu mieszkała rodzina żydowska. Jacy to byli ludzie? Dobrzy, spokojni, uczciwi. W tym domu mieszkały 4 osoby przez 3 lata. Żydówka była krawcową. Miała dwoje dzieci. Jak odwoziłam do Zakliczyna na początku wojny na pamiątkę zostawili mi szafę, którą mam do dzisiaj.

    Czy Żydzi mieli swój kościół ?

Tak. Modlili się u Szimka. Tam im nikt nie przeszkadzał, nikt tam nie chodził. Dzieci żydowskie chodziły razem z polskimi do szkoły z wyjątkiem religii. Na tę godzinę wychodziły.
Jak mieszkańcy Uszwi współżyli z Żydami, co o nich myśleli ?

Żyli normalnie. Tak jak każdy, jeden z drugim. Nie mieli złośliwości do Żydów. Chaskiel interesował się handlem, Kiwa także. Żyli z ludźmi jak Bóg przykazał .

     Jaki był los rodzin żydowskich po wybuchu wojny ?

Wszyscy byli "spędzani" do getta. Gdy wyjeżdżali, nie myśleli, że pojadą na takie mordy. Polacy bali się spotykać z Żydami. Niemcy ogłosili przez gminę, żeby nie ukrywać Żydów i powiedzieć, jeśli wie się o ich ukrywaniu.

     Czy mieszkańcy Uszwi wiedzieli o tym, że w Grabalinach ukrywają się Żydzi?

W Grabalinach ukrywała się rodzina Chaskla. Mieszkali wcześniej tam, gdzie jest dzisiaj sklep u Pawełka. Do czasu wyszukania przez Niemców, nikt z wyjątkiem Kotfisa nie wiedział.

     Kim był Wojciech Kotfis i w jaki sposób pomagał Żydom?

Kotfis był rolnikiem. U niego w domu wypiekali chleb i gotowali.

     Co może Pan powiedzieć o rozstrzelaniu Żydów i Wojciecha Kotfisa w 1944 roku ?

Nic. Wiedziałem, że była obława, ale udziału w tym nie brałem. Z opowiadań wiem, że była obława przez Niemców i Polaków, którzy obowiązkowo musieli brać udział w tej nagonce. Tam byli Żydzi rozstrzelani i pochowani, ale gdzie nie wiem. Nie wiem też, kto chował Kotfisa i gdzie.

    Kto doprowadził żandarmerię ?

Policja polska musiała iść, ale kto ich wydał nie wiadomo. Składano winę na różnych, ale to wszystko nieprawda. Uratował się Chaskiel i jego przybrany syn Janek. Uciekali prawdopodobnie na Kobyle. Chaskiel był postrzelony i umarł, Jan jeszcze żył i odwiedzał nocą Uszew. Ktoś go tam widział.

     Co się stało z majątkiem Żydów ?

Były kupowane przez wójta i innych ludzi. 

Dziękujemy za rozmowę.
 
Rozmawiały: Dominika Stelmach
Justyna Radzięta


Wywiad z panią Janiną Witkowską

Co pani może powiedzieć na temat Żydów, którzy kiedyś mieszkali w Uszwi?

To był Chaskel, "Szimek" (jego syn chodził ze mną do szkoły, jak była religia, to wychodził), "Kołma", "Drożdżos", bo miał drożdże. Żydzi zajmowali się handlem, skupem mleka, z którego robili sery i sprzedawali w Brzesku. U "Szimka" była bożnica. W sobotę świętowali i choćbyś na kolanach klękał, Żyd ci nic nie sprzedał. W Brzesku byli sami Żydzi. Mieli wszystkie sklepy. Sprzedawali nawet różańce i książeczki do modlenia. Adwokat był Żydem, sędzia był Żydem. Wszyscy się uczyli, bo mieli za co. Ci Żydzi z miasta wymądrzali się. Mówili do Polaków: "Wasze są ulice, nasze kamienice". W czasie wojny zrobili w Brzesku getto, a później wywieźli Żydów do Oświęcimia.

Jak mieszkańcy Uszwi traktowali Żydów?

Jak wszystkich. Nikt im nic nie mówił. Dzieci żydowskie bawiły się z polskimi. Chłopcy czasem podśmiechiwali się z Żydów. Ja traktowałam Żydów i Polaków jednakowo. Żydzi nic mi nie byli winni.

Znała pani Chaskla Goldberga?

Miał sklep, nie był obraźny. Jak trzeba było, to "zborgował". W czasie wojny ukrywał się w Grabalinach. Pomagał mu Kotfis.

Znała pani Wojciecha Kotfisa?

Tak, niedaleko jego domu mieliśmy pole. On orał krowami, bo nie miał koni. Miał sad. Nie chodził do kościoła. Jak się poszło po coś do niego, to pożyczył, odzywał się. Niemcy zabili Żydów i jego. Pochowali go bez trumny. Tyle wiem.

Dziękujemy za rozmowę.
Rozmawiały: Barbara Bober
Renata Rozciecha


 

     Bibliografia:
  1. Danter Sz., Las sprawiedliwych, Warszawa 1968.
  2. Hauman H., Historia Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej, Warszawa 2000.
  3. Sady R., Uszew - z dziejów wsi, klucza i gminy, Kraków 1999.
  4. Zawidzka I.,Cmentarz żydowski w Brzesku, Brzesko 2001.
Opracowała: Mgr Teresa Czesak
 
 
 
Jesteś tutaj: Strona Główna Prace nauczycieli Pamięć ocala narody